Wochenendausflug in Köln, das sind Ninusy in Deutschland!

Po naszych Wielkich Greckich Wakacjach powrót do Polski okazał się na tyle bolesny, że postanowiłyśmy nie tracić czasu (i urlopu) i wyszukałyśmy weekendowy wyjad do Kolonii, niemieckiego miasta, które słynie z katedry gotyckiej i wody kolońskiej. 

Ta pierwsza, to zabytek światowej klasy, wpisany na listę UNESCO, nad którym Zandra spędziła swoje lata młodości podczas lekcji historii sztuki w liceum, a potem na studiach. Dla Ani zaś ta budowla to przede wszystkim oszałamiający kunszt architektury gotyckiej i poważna analiza pt. „jak oni to zbudowali”. A jest co rozkminiać – pierwsza świątynia, pogańska, stała w tym miejscu już w 50. roku naszej ery, kiedy istniejącą osadę rzymską Oppidum Ubiorum, mianowano na Colonia Claudia Ara Agrippinensium. W IV wieku do Kolonii dotarł katolicyzm, i pogańską świątynię przebudowano na katolicki kościół, a w VII w. budowla przyjęła formę bazyliki dwunawowej. W XIII w związku z przywiezieniem do miasta relikwii Trzech Króli, postanowiono wznieść nową i bardziej okazałą świątynię, w stylu gotyckim. Jednak liczne problemy finansowe spowodowały, że w 1510 roku prace wstrzymano, a kilkadziesiąt lat później całkowicie porzucono. Finalny kształt budowli zawdzięczamy neogotyckim architektom, którzy w 1814 roku znaleźli oryginalne plany i na ich podstawie dokończyli budowlę. Ostateczne zakończenie prac nastąpiło w 1880 roku i była to wtedy najwyższa budowla na świecie. Aktualnie jest drugą co do wysokości gotycką budowlą sakralną na świecie i trzecią co do wielkości katedrą świata pod względem powierzchni. Jeśli to nie robi na was wrażenia, to nie wiem co zrobi. 

Woda kolońska zaś, zawdzięcza swą nazwę miłości do miasta, w którym osiadł włoski perfumiarz, Johan Maria Farina. Sekretna receptura to uniwersalny produkt o nucie zapachowej dla mężczyzn i kobiet! Można więc śmiało nazwać Kolonię kolebką perfum non-binary. Pierwsze flakony wyprodukowano w 1792 roku. 4 lata później do miasta wkroczyły wojska napoleońskie i dokonały reform administracyjnych, w wyniku których fabryka Farina znajdowała się odtąd w budynku numer 4711. Od tej pory tak właśnie znakowana jest oryginalna woda kolońska. 

Ale to miasto ma do zaoferowania o wiele więcej niż tylko zabytki sakralne i perfumy. Jednym z powodów dla których tu przyjechałyśmy, jest rozbudowana kultura LGBT, która widać absolutnie wszędzie. Romanse marek z tęczą nie trwają tu jeden miesiąc w roku i nie są pojedyńczymi aktami odwagi, ale elementem strategii marketingowej. Targetowane reklamy, teczową identyfikację wizualna, czy strony poświęcone klientom LGBT mają tu takie marki jak Vodafone, Primark, Lush czy bank Sparkasse. Tęczowe flagi, tak jak w Grecji, znajdziecie tutaj na prawo i lewo, bo KAŻDY lokal jest tutaj gay-friendly. Ale jeśli chcecie znaleźć miejsce, w którym poczujecie się „wśród swoich” to zapraszamy do tęczowego Trójkąta Bermudzkiego. Jego punktem centralnym jest Rudolfplatz, przy którym odbywa się zlot food trucków pt. Eat & Meet. Tutaj zjadłyśmy najlepszą na świecie pizzę, siedząc na ziemi, ponieważ z powodu Covid nie ma stolików, ale nikomu to nie przeszkadza 🙂  Wzdłuż Schaafenstraße ciągną się lokale dla społeczności LGBT: Iron, Die Mumu (jeden z najstarszych gej-lokali w Kolonii) czy Excorner. Swoje miejsca mają tutaj zarówno miśki, osoby trans, lesbijki, jak i geje 50+. Najwspanialszym miejscem jakie miałyśmy przyjemność odwiedzić jest jednak Hennes’ Terrasse – z okazji pandemii lokal funkcjonuje jako plenerowy bar z girlandami świateł, sztucznych kwiatów i flag, dj’ami, obsługą składającą się z przedstawicieli szeroko pojętego queeru i wielkiego, kolorowego baru. Jest tam cudnie, ludzie są piękni i panuje niesamowita atmosfera miłości. Każdej miłości.  Nieco dalej na wschód, na ulicy Pipinstraße znajduje się kilka mniejszych gaybarów: Amadeuss, Barcelon Colonia, czy Baustelle 4U, szczególnie popularne wśród seniorów. Seniorzy tutaj, to bynajmniej nie niedołężni staruszkowie, a całkiem aktywni obywatele – nikogo nie dziwi widok 80 latka jako kierowcy rikszy, albo głośny i radosny piknik osób w wieku naszych dziadków, na trawniku w parku. I jest to super.

Poza zgłębieniem tęczy, oddawałyśmy się sztuce wysokiej w Muzeum Ludwig w Kolonii, które posiada w swoich zbiorach większość współczesnych artystów z kanonu sztuki: Mendietę, Picasso, Lichtenstein, Warhola, i wielu innych. Niektóre są dobre, a niektóre nie. Każde warto zobaczyć. Zwiedziłyśmy też liczne świątynie, różnych wyznań, w tym świątynie konsumpcjonizmu, albowiem stare miasto w  Kolonii to  jedno wielkie centrum handlowe. Shopping nigdy nie był naszym cardio, no ale jest trochę frajdy w chodzeniu po sklepach, których „u nas” nie ma, albo do tych, które są, jednak nie mają odwagi wprowadzić na rynek niektórych produktów (np kolekcji pride, albo Sandra Mansour x H&M). 

Nocowałyśmy w hostelu HardRock Motown, przy samiuśkiej katerze, z widokiem na wyżej wymienioną. Standard tego miejsca oceniamy na 5/10. Pokoje są duże i dość czyste ALE wspólne łazienki mają raczej klimat akademików UG sprzed czasów remontów i renowacji. Innymi słowy, bywa różnie z tym co można zastać pod prysznicem. Niemniej cena 45 Euro za pokój dwuosobowy/noc to w tej lokalizacji sztos. 

Koronawirus:

Do Niemiec leciałyśmy z Wizzairem. Wyprzedane było 2/3 miejsc w samolocie (info od obsługi samolotu). Na lotnisku i pokładzie samolotu obowiązują maseczki, tak samo w komunikacji miejskiej, restauracji i sklepach. Na ten moment nie trzeba ich nosić na ulicy, ale wielu ludzi to robi. Nikt się na to nie skarży. Nie ma też tutaj ancymonków noszących nonszalancko maseczkę na brodzie albo wystawiających nochal. (Jeśli już są, to na lotnisku, i w 99% okazują się być polakami). W restauracji trzeba wypełnić formularz kontaktowy przed złożeniem zamówienia. Stoliki są każdorazowo dezynfekowane, tak samo publiczne toalety – po każdej osobie wchodzi personel który dezynfekuje wszystkie powierzchnie. Całość sprawia wrażenie dobrze funkcjonującego systemu, który sprawia, że pomimo wysokiej liczby nowych przypadków ogólna tendencja zachorowań jest opadająca. Czułyśmy się komfortowo i bezpiecznie w przestrzeni miejskiej. Jednym z powodów, dla których zdecydowałyśmy się na tę podróż, było wysokie przywiązanie niemieckiego społeczeństwa do zasad. Gdybyśmy wypracowali takie w Polsce, na pewno nie zbliżalibyśmy się do rekordu 1000 zachorowań / dobę. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: