Potop szwedzkich impresji

Zazwyczaj, kiedy wracamy z zagranicznych podróży poświęcamy miejscu, z którego wracamy wpis na blogu, gdzie przemycamy nasze subiektywne rekomendacje miejsc, które warto odwiedzić. 

Jednak z każdą kolejną wycieczką powrót do Polski wiąże się z rosnącym dyskomfortem i nie sposób oderwać się od ponurych myśli, kiedy wraca się do tego kraju. Zwłaszcza, jeśli wraca się z takiego miejsca jak Szwecja, gdzie wolność osobista idzie w parze z odpowiedzialnością społeczną w stopniu najwyższym. 

O tym jak bardzo specyficzne jest to społeczeństwo, przekonamy się już na lotnisku, ponieważ będziemy zdecydowaną mniejszością pasażerów z maseczką na twarzy. Na terenie Szwecji nie obowiązuje nakaz zakrywania ust i nosa, jednak wszędzie są dostępne preparaty do dezynfekcji i sugerowany jest dystans społeczny. Kto był w Szwecji, ten wie, że typowy mieszkaniec Szwecji ma na drugie imię Dystans Społeczny. Ci ludzie nie wchodzą w zbędne interakcje, poruszają się, zarówno po ulicy jak i w życiu społecznym, niczym wolne elektrony z dużą orbitą, która nie przyjmuje obcych obiektów. Wysoki poziom kultury z jakim się tu spotkamy, skutecznie zatrze nam poczucie odrzucenia jakiego doznamy przy próbie wejścia w small talk ze sprzedawczynią w kawiarni. Ludzie w sklepie, stojący w kolejce za nami będą przestrzegać przepisowej odległości, która wydaje się być wpisana w ich naturę – bycie na wyciągnięcie ręki jest tutaj naturalne i nie ma potrzeby skracania tego dystansu, nawet ze znajomymi. Przede wszystkim zaś króluje tu zasada „pilnowania własnego nosa” choć coraz częściej – smartfona. iPhone’a. Absolutnie nikogo nie interesuje kto, co, z kim i dlaczego. Wygląd, rasa, religia i pochodzenie nie mają tu najmniejszego znaczenia. Cokolwiek chcesz sobą reprezentować przejdzie to tutaj bez większego echa, a na pewno nie wzbudzi agresji. Wszystko jest formą ekspresji do której prawo daje im… prawo, czyli konstytucja. Oznacza to, że w witrynie sklepu będą zdjęcia matek karmiących piersią i jakiekolwiek oburzenie by to wywoływało – to jest to problem odbiorcy, nie nadawcy komunikatu. Żeby jeszcze bardziej oddać to umiłowanie wolności, dodam, że najbardziej konserwatywna partia w Szwecji, czyli Moderaci, swój program rozpoczyna słowami „Wolność jednostki, wspólnot ludzkich oraz naszego narodu to podstawa tej polityki, która odnowi oraz rozwinie szwedzkie społeczeństwo”. Obecnie władzę sprawuje lewicowa koalicja, obowiązują parytety. 

Poza wolnością i równouprawnieniem kolejną ważną dla Szwedów wartością jest przyroda, dlatego nawet w tak dużym mieście jak Gothenburg dużo jest zadbanej zieleni, a ulice są czyste. Segregacja i recykling to pojęcia funkcjonujące tu jak w zegarku i trudno jest spotkać inny niż biodegradowalny plastik. Nie wiem na czym polega ich sekret, ale wszędzie jest czysto. 

Tęcza nie obraża. Wiele punktów handlowo – usługowych wiesza tęczową flagę jako dekorację. Wisiała również w lobby naszego hotelu, chociaż nigdzie nie było informacji, że jest on LGBT-friendly. Wynika to z tego, że nie ma miejsca w Szwecji, które nie byłoby friendly. Tęczowe elementy są tu traktowane na równi z flagą szwedzką – element tożsamości, dumy i radości, że jest się właśnie tym kim się jest. A na zabytkowej Hadze spotkałyśmy wielu przechodniów kryjących się przed deszczem pod tęczowymi parasolami, i z pewnością nie miało to nic wspólnego z deklaracją swojej orientacji. Chyba zapominamy o tym, że to może być po prostu kolorowy dodatek!

1 stycznia 1988 Szwecja zalegalizowała konkubinaty par tej samej i przeciwnej płci a w1995 w Szwecji zalegalizowano związki partnerskie par tej samej płci. Dawały one dokładnie 91% praw tych, jakie miały małżeństwa. Od 1 maja 2009 obowiązuje ustawa o równości małżeńskiej, zrównująca instytucję małżeństw jedno i dwupłciowych. To znaczy, że od 10 lat pary takie jak my mają pełnię praw obywatelskich. Może dlatego czułyśmy się tak bezpiecznie okazując sobie uczucia w przestrzeni publicznej. Nie trudno policzyć, że droga do całkowitej równości zajęła 21 lat. My w Polsce nie jesteśmy jeszcze nawet na etapie ustawy o konkubinacie. Mieliśmy jedną ustawę w sejmie, która przepadła. Od tamtej pory wszystkie podjęte przez polski rząd kroki, były krokami wstecz.

W muzealnej księgarni nabyłyśmy droga kupna album „50 years of Pride” dokumentujący 50 lat Parady Równości w Nowym Jorku. Od 50 lat ludzie tam celebrują swoją różnorodność. 

Po wylądowaniu dotarły do nas wiadomości o brutalnym pobiciu „za pedalstwo” w Krakowie, o którym zgłoszenia policja nie chciała przyjąć, o marszu faszystów w Gdańsku, o prześladowaniu osób LGBT… I zdałyśmy sobie sprawę, że jesteśmy o lata świetlne za Europą, po której dopiero co spacerowałyśmy za rękę. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane