Made in Poland

Relacja z ojczyzną jest jak relacja z matką, miłość, nienawiść, uwikłanie. Jeśli ojczyzną jest Polska to jest to relacja patologiczna, którą znacznie bardziej kompetentne ode mnie osoby ubrały już w odpowiednie słowa (Gretkowska, Masłowska, Peszek). Czasami myślę więc, że nie warto już zabierać głosu w kwestiach oczywistych i milczę, na szczęście nie na długo, bo nade wszystko jestem przecież — polką. Muszę narzekać.


Bycie polką/polakiem oznacza dla mnie tragizm walki o sprawy przegrane, heroiczne zmagania z błahostkami, ciągłe taplanie się w przeszłości i przywoływanie dawnych osiągnięć, całkowicie zakrywając nimi obecne niepowodzenia. Jest to też nadane sobie samemu prawo do krytykowania i komentowania wszystkiego i wszystkich, z wystawieniem oceny gratis, oceny zawsze niedostatecznej. Niedostateczność sama w sobie jest cechą narodową, bylejakość, fuszerka i kombinatorka to nasz towar eksportowy, o czym doskonale wiedzą branże budowlane i produkcyjne, od Skandynawii po obie Ameryki włącznie. Bycie polakiem jest jak choroba psychiczna, zburzenie tożsamości polegające na trwaniu w przeszłości z odrazą do bycia tu i teraz, a już o przyszłości nie myśląc wcale, odrzuca się ją jako wymysł mediów, produkt zgniłego zachodu lub propagandy. Przecież gdyby człowiek żyjący w Polsce a.d. 2020 uświadomił sobie, że jego działania mają jakiekolwiek skutki, to przestałby, przynajmniej te destrukcyjne, robić. Nic bardziej mylnego. Uwielbiamy jednorazowe akcje, wielkie fety, na których możemy się popisywać, pokazywanie się i oglądanie swojego odbicia w oczach innych również jest sportem narodowym, aktywnie uprawianym przez miliony polaków. Kochamy wszelkie zrywy, powstania, integracje, po których budzimy się z ciężką głową i pustym portfelem, czasem uszczerbkiem na zdrowiu, często na morale. Wracamy po tym jednak na stare tory, koleiny, rowy mariańskie tych samych co zawsze nawyków, wśród których zła dieta i oszukiwanie w segregacji śmieci to najlżejsze z długiej listy przewinień.


Bycie polką to dodatkowe brzemię, bo wiąże się ze społecznymi oczekiwaniami, od których spełnienia nierzadko zależy nasze mieć lub być. Chociaż Prawdziwe Polki i Prawdziwi Polacy nie widzą między mieć a być różnicy. Polka prawdziwa to matka polka oczywiście, do tego niekoniecznie żona, ale czyjaś kobieta, której podmiotowość określona jest miarą przydatności w gospodarstwie domowym lub potencjał seksualny. Jej być oznacza mieć a mieć ona pragnie kolejno: zrobione paznokcie, usta, włosy, rzęsy i ubranka oraz torebkę, buciki, nie buty. Dzięki temu może mieć faceta, gacha, starego, chłopa, dzięki któremu ona sama może być konkubiną, żoną, narzeczoną, matką, starą i babą. Jestem specyficzną polską, bo nie mam, i praktycznie nie jestem. Nie posiadam i nie realizuję się w posiadaniu np. potomstwa. Nadal jednak czuje się elementem tego targowiska próżności, gdzie status związku, posiadanie kredytu czy dzieci określa twoje osobiste notowania w rankingu jak dobrą polką jesteś.


Jestem całkiem dobra w bycie polką, bo nienawidzę Polski. A nienawiść do kraju ojczystego i narzekanie nań, to kolejna cecha wielkich polaków. Ponoć obcokrajowcom nie wydaje się dowodu osobistego, jeśli nie są w stanie podać 3 rzeczy, za które nienawidzą polski. A jak podadzą, to czeka ich pod urzędem wpierdol od Prawdziwych Polaków, bo co jak co, ale nie będzie nam obcy pluł w twarz i ojczyzny obrażał. Tylko my możemy.
Z tym biciem obcych to też jesteśmy całkiem dobrzy, tak bardzo nienawidzimy imigrantów, że w referendum na temat przyjęcia uchodźców w IRLANDII, większość głosów na nie stanowili POLSCY imigranci, ale wiadomo, że jak polski, to taki lepszy, bo uprany w perwolu. Przyjezdni z Polski popełniają też najwięcej przestępstw na wyspach brytyjskich wśród wszystkich tamtejszych obcokrajowców. Co ciekawe, w Polsce też najwięcej przestępstw popełniają Polacy. Jesteśmy też najlepsi w homofobie i całkiem nieźle nam idzie antysemityzm, przy czym zupełnie nie przeszkadza nam fakt, że jesteśmy jednocześnie jednym z narodów najmocniej dotkniętym II wojną światową, której pośrednią przyczyną był antysemityzm właśnie. No ale kto by się tam historią przejmował — w tej kwestii pamięć złotej rybki pozwala nam odciąć się od bolesnej przeszłości, albowiem lubimy się w niej pławić wtedy, i tylko wtedy, kiedy mówimy o sobie z pozycji ofiary. Polska ma nieleczony stres pourazowy i nic jej tak nie ekscytuje, jak wspomnienia rozbiorów, okupacji, komuny… nic tak nie cieszy, jak gorzkie żale, najlepiej odbywane stadnie i regularnie, np. miesięcznica katastrofy smoleńskiej, która była rosyjskim zamachem.


Ach, bo o innych krajach musicie wiedzieć, że one nic innego nie robią, nie interesuje ich ani atomowa bomba, ani ropa naftowa, ani nawet loty w kosmos, nie nie, wszystkie kraje tego świata sprzysięgły się by po raz kolejny (gdyż umówmy się, jest to z reguły bardzo łatwe) zniszczyć Polskę, wielka waleczną i dumną polską i jej wspaniały, pozbawiony inteligencji naród. Nic innego nie zajmuje światowych przywódców na tych wszystkich zjazdach i kongresach, na których nas nie zapraszają, co samo w sobie jest już argumentem nie do podważenia za prawdziwością tej tezy. Nie pozostaje więc nic innego jak bojkotować te wroga Unię, znieważać Rosję, prześmiewać Chiny i wykpiwać Stany, chociaż paczkę od cioci z Chicago to chętnie przyjmę, ale ten cały ruch wyzwolenia „murzynów” to niezła beka, hue hue. Inteligencji w Polsce nie ma, bo niemcy zabili, a potem ruskie internowali, ale na co to komu, jak to wcale nie jest potrzebne, bo w tym kraju nie inteligencja a umiejętność kombinowania — w końcu Sasin przejebał 70 mld na wybory, które się nie odbyły i nikt nie poniósł z tego tytułu żadnych konsekwencji. W kraju bezprawia tylko spryt się liczy, zresztą bez sprytu się nie da, bo ci, co by chcieli kierować się logiką coraz liczniej zasilają podupadające oddziały psychiatryczne szpitali w całej Polsce. Niezdiagnozowani zaś trzymają ster władzy i prowadzą nas na manowce, z których widok będzie wspaniały. Nie dla wszystkich rzecz jasna.


Jestem polką, bo nienawidzę polski, bo wkurwiam się, zamiast denerwować, bo zawsze daję się nabrać na promocje, bo wewnętrzny Janusz we mnie chce kupować więcej za mniej i wierzyć, że przeceniony powystawowy sprzęt w sklepie nie dla idiotów, to pełnoprawny produkt. Jestem polką, bo chciałabym nic nie robić i dostawać pieniądze od państwa, a muszę je mu oddawać, bo brak mi jaj, żeby być prawdziwą, rozpłodową polką.
Jestem polką, bo narzekam, na absolutnie wszystko i każdemu. Nawet we śnie.
Jestem polką, bo tak mam w paszporcie, ale bardzo bardzo chciałabym nie być. I to jest w sumie cechą najcharakterystyczniejszą współczesnego polaka, przyznaję się więc, do swojej bezsilności.
Jestem polką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane