Wykluczenia i przywileje, z których nie zdawałyśmy sobie sprawy, ale teraz już wiemy.

Czy łatwiej być kobietą czy osobą niebiałą?

Pomidor.

Kiedy myślę o dyskryminacji, to najpierw o tej, która mnie bezpośrednio dotyczy. Czyli o homofobii, szowinizmie, mizoginii. Mam to szczęście, że żyję w kraju, który dostarcza mi wielu możliwości badania terenowo i pośrednio, dotkliwie i na co dzień pełnego spektrum bycia osobą wykluczaną. Co ciekawe, na tyle oswoiłam się z rolą ofiary, że problemem jest dla mnie wyjście poza.

Tym bardziej jestem wdzięczna za książkę, która wpadła w moje ręce jakiś czas temu i którą, choć zaczynałam czytać z pozycji eksperta do spraw wykluczeń, skończyłam z absolutnym poczuciem wstydu, jaki towarzyszyć może jedynie osobie uprzywilejowanej, która zdecyduje się wyjść ze swojej bańki i zobaczyć szerzej rzeczywistość, w której żyje. I do której budowania aktywnie, chociaż nieświadomie się przykłada.

Bo choć prawdą jest, że obecna sytuacja osób takich jak ja, moja żona, nasi znajomi, przyjaciele i sąsiedzi, czyli osób LGBT+ w Polsce nie jest godna pozazdroszczenia i nie powinna mieć miejsca, to stanowi tylko element rzeczywistości, w której grupy znacznie liczniejsze są dyskryminowane pokoleniowo i systemowo w skali globalnej. I chociaż “niewiedza jest błogosławieństwem” to ignorancja już nie.

Mowa tu o książce “dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” Reni Eddo — Lodge. Tak jak napisałam wyżej, do lektury przystąpiłam z pozycji osoby doskonale zaznajomionej z mechanizmami społecznego wykluczenia, której wydawało się nawet, że sytuacja osób o innym niż biały kolorze skóry jest, co żenujące, IDENTYCZNA, co sytuacja osób LGBT. Pozbawiona wiedzy i wrażliwości uznałam, że dyskryminacja jest taka sama, zmienia się jedynie jej obiekt, ale na dłuższą metę wystarczy zmienić słowo rasa na orientacja psychoseksualna, aby móc się utożsamić ze zjawiskiem. Otóż nie.

Już od pierwszych stron tego wydawnictwa moja ignorancja wypalała mi dziurę w brzuchu i powodowała mdłości. Uświadomienie sobie historii europejskiego niewolnictwa (nie mówili o tym w szkole, prawda?) i jego skali, historii Wielkiej Brytanii, działań rządu, który niewolnictwo otwarcie wspiera, następnie po wojnie obdarowuje pokolenia urodzonych już w UK imigrantów przywilejami, aby uczynić z nich tanią i dostępną na miejscu siłę roboczą, po całkowitą zmianę nastawienia w latach 60 i 70 odbierając tym samym ludziom prawa obywatelskie i domagając się ich deportacji do krajów, które już nie istnieją, a na pewno nie w tej samej formie, z której ich przodkowie byli siłą zabierani.

When was slavery abolished in the UK? Britain's role in the slave trade  outlined following the removal of Edward Colston's statue | The Scotsman
thescotsman.com

Szok pierwszy — niewolnictwo nie dotyczyło tylko USA, ale działo się w Europie, i to głównie w kraju, w którym jedną z liczniejszych grup imigrantów stanowią właśnie Polacy, czyli Wielkiej Brytanii. Polacy, którzy nie mają pojęcia, dlaczego na ulicach spotkają ludzi o tak różnych odcieniach skóry i zakładają, że są kimś lepszym, tylko z powodu jaśniejszej karnacji. Podczas gdy tysiące tych osób posiada brytyjskie obywatelstwo, wykształcenie i kwalifikacje do wykonywania pracy, rzadziej dostają szansę, aby je zaprezentować.

Szok drugi: Biały jest kolorem domyślnym, na który zorientowany azymut normalności. Narracja białych ludzi jest tak dominująca, że czarnoskóre dzieci dorastające w Europie pytają rodziców “czy jak dorosną, to staną się białe?”. Reprezentacja osób o innym kolorze skóry, mówiących innymi językami, czy jakkolwiek odrębnych i różnorodnych nie istnieje w homogenicznym świecie. I nie chodzi tu tylko o media, bo chociaż marketing zauważył wartość dodaną “tak zwanej różnorodności”, o czym pięknie pisze Naomi Klein w “No Logo”, to nadal do reprezentacji dopuszczane zostały tylko pewne formy i typy Inności — najbardziej schematyczne, najbardziej uśrednione, odpowiadające wyobrażeniom na temat danej grupy. Dlatego początkowy zachwyt nad reklamami Benetton, Diesel czy Banana Republic musi ustąpić miejsca debacie o sensie i istocie reprezentatywności jako tła dla białych ludzi i napędzania ich konsumpcjonizmu.

How Benetton launched an omnichannel loyalty program with product  recommendations based on machine learning and cross-channel communications  — Marketing automation with Mindbox
benetton.com

Szok Trzeci: Biały przywilej. Jako osoba o białym kolorze skóry i polsko brzmiącym nazwisku nigdy nie musiałam nigdy obawiać się załączenia swojego zdjęcia do CV, jako czynnika zmniejszającego moje szanse na otrzymanie pracy. Podobnie idąc ulicą w moim rodzinnym mieście nie spotkałam się z atakami słownymi ani agresją (o ile nie szłam za rękę z osobą tej samej płci). Nie wyrastałam w domu, w którym kolor skóry, historia pochodzenia lub doświadczenia wcześniejszych pokoleń miałyby jakikolwiek wpływ na moją tożsamość, stąd nie czułam się ani dumna, ani specjalnie upośledzona swoim pochodzeniem. Wszyscy ludzie, których znałam, byli biali. Jeśli na wakacjach za granicą spotkałam osobę o innym kolorze skóry, to traktowałam ją tak jak eksponat na wystawie. Odmawiałam ludziom o innym kolorze skóry człowieczeństwa, stawiając ich w roli przedmiotu, ciekawostki, egzotycznego urozmaicenia w moim białym życiu. Nikt nigdy nie przyznawał mi punktów za pochodzenie, nie podważał mojej narodowej przynależności ani nie pytał czy mój ojciec był polakiem. Mój przywilej to cała suma rzeczy, jakie mnie omijają lub jakie mnie spotykają, chociaż o nie nie proszę. Nie muszę, bo jestem biała i mi się należą.

Szok czwarty: rasizm strukturalny. To przyjmowanie świata takim, jaki jest, lekceważenie walki mniejszości i przyzwolenie na stan rzeczy, w którym występują nierówności, bo mnie to nie dotyczy. To niereagowanie, nierozumienie, nieinteresowanie się. To ignorancja i zamykanie się w swojej bańce. To mówienie “przesadzasz, na pewno nie jest tak źle”, kiedy osoba niebiała opowiada nam o swoich doświadczeniach. To mówienie, że osoby niebiałe walczące o swoje prawa to rasiści nienawidzący białych ludzi. To kierowanie się uprzedzeniami, zarówno pojedynczych osób, jak i całych instytucji, które z jakiegoś powodu, choć stawiają na kwalifikacje, dużo więcej zatrudniają osób o białym kolorze skóry i swojskich nazwiskach. O uprzedzeniach rodzących się na podstawie nazwiska lub fotografii danej osoby. To używanie wykluczającego języka, nawet nieświadomie. To korzystanie z przywilejów i władzy bez refleksji skąd wzięły się w naszych rękach i czyim kosztem.

reddit.com

Szok piąty: nie taki szokujący, czarny feminizm. Większość pierwszych sufrażystek była abolicjonistkami. Walka o prawa kobiet i wyzwolenie niewolników przebiegała w pewnym momencie jednym torem. Jednak z czasem dość mocno się rozjechała, a ruch feministyczny odciął się od reprezentacji osób kolorowych w ten sam sposób w jaki odciął się od kobiet homoseksualnych. Nie wiem nic o czarnym feminizmie, ponieważ podobnie jak feminizm lesbijski jest on na peryferiach zjawiska, wykluczony. Niereprezentatywny, więc niereprezentowany. Ograniczony do zjawiska tokenizmu tak jak pokazano to we wspaniałej produkcji HBO “Mrs. America”. Ten serial sprawił, że postanowiłam sięgnąć po najważniejszą książkę białego feminizmu – “Mistykę Kobiecości” Betty Friedan. Książkę, która zmotywowała miliony kobiet do ponownej walki o siebie, która stała się zaczynem drugiej fali feminizmu, jednocześnie obnażając, że walka ta dotyczy tylko białych i tylko zamożnych kobiet z klasy średniej. Wykształconych amerykanek, które mogły sobie pozwolić na odejście od roli matki i żony na rzecz bycia kimś więcej. W czasach kiedy niebiałe kobiety nadal miały problem z dostaniem się na collage lub na studia, o zatrudnieniu nie wspominając, a ich mężowie i partnerzy mogli pomarzyć o kierowniczych stanowiskach, harując za znacznie mniejsze stawki, jakie przysługiwały na tych samych stanowiskach białym pracownikom, Friedan nawołuje do powszechnej mobilizacji, powrotu na studia i rozwoju osobistego. Tym samym jest to najlepszy przykład rasizmu i klasizmu osoby zaślepionej swojej białym przywilejem.

When feminism ignored the needs of black women, a mighty force was born |  by Laura Smith | Timeline
timeline.com

Co można czuć po skończeniu książki, która obnaża cię do kości i konfrontuje z samym sobą? Poza podziwem do młodej autorki, Brytyjki, która naprawdę miała już dość rozmawiania z nami, białymi o kolorze skóry? Ja czułam wstyd. Za swoją ignorancję, za zawłaszczenia kulturowe, za brak empatii i za bycie częścią systemu, z którym wydawało mi się, że walczę. Okazało się jednak, że tylko stoję z boku, a wyjątkowo często odwracam głowę. Zanim jednak rzucę się w wir walki, chcę się dedukować. Książka Reni Eddo – Lodge oraz wystawa Dynamic Spaces w Muzeum Ludwig w Kolonii, gdzie zobaczyłam zakres sztuki i kultury czarnych kobiet, zakres, o którym nie mam pojęcia, otworzyły we mnie przestrzeń, która domaga się wypełnienia. Nie jestem kompletna, nie jestem całością, jeśli nie wezmę na siebie odpowiedzialności za poznanie świata, takim, jaki jest. Z każdej perspektywy, nie tylko tej uprzywilejowanej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane