Cała prawda o koronawirusie! Czyli Ninusy chorują.

Tak jest, proszę Państwa, padło też na nas. Cieniem długim i szerokim położył się na naszym zdrowiu i życiu ów najmedialniejszy z wirusów. W naszym życiu przyszedł bowiem taki dzień, kiedy i my mogłyśmy powiedzieć o sobie „jestem pozytywna”. A było to w październiku 2020. Zaczęło się klasycznie, od objawów grypowych — gorączka 38’C, bóle mięśni i stawów, osłabienie. Z czasem doszedł kaszel, ból w klatce piersiowej, bóle głowy. Z dnia na dzień traciłyśmy siły, i to był dla nas sygnał, że coś jest nie tak. W klasycznych infekcjach najgorsze są przecież pierwsze dni, a potem powoli idzie ku lepszemu. Zapisałyśmy się na testy, ponieważ w Gdańsku jeden punkt jest blisko nas i wiedziałyśmy już jak działa – w końcu badałyśmy się zapobiegawczo po zagranicznych wycieczkach. Test polega na włożeniu patyczka do gardła i do nosa i jest nieprzyjemny, ale trwa tylko chwile. Wyniki po upływie 1-2 dni są widoczne na portalu pacjenta.

Photo by cottonbro on Pexels.com

Pierwszą reakcją, kiedy zobaczyłyśmy, że wynik jest pozytywny, był… szok. No bo tyle o tym czytamy, piszemy, traktujemy sprawę poważnie, nosimy maski poprawnie… obie pracujemy z domu, nie chodzimy po imprezach… A jednak. Ponieważ wiedziałyśmy jak działa służba zdrowia / sanepid, chciałyśmy oszczędzić im pracy i zadzwoniłyśmy same, pod jeden numer, drugi, w końcu na ten poprawny, gdzie odnotowano nas w systemie. Następnym krokiem było zainstalowanie aplikacji kwarantanna, której zadaniem jest monitorować, czy nie opuszczamy miejsca kwarantanny. Co jakiś czas przesyłają ci zadania — proszę zrobić selfie — i jeśli nie prześlesz zdjęcia w ciągu 30 minut to prawdopodobnie powiadomiony zostanie twój dzielnicowy. Nasz tylko dzwonił od czasu do czasu zapytać jak się czujemy. Tak samo postępowali nasi lekarze POZ. Wszyscy byli bardzo troskliwi i mili… ale nikt nie umiał pomóc w kwestii dolegliwości.

Na Covid nie ma lekarstwa. To nie jest zwykła grypa. To jest grypa, która w zależności od chorób przewlekłych i kondycji twojego organizmu pustoszy twój organizm. Jednego dnia możesz przejechać na rowerze kilka km a drugiego nie dasz rady wejść po schodach na 1 piętro. Po paru dniach potrzebujesz przystanku w drodze z kanapy do toalety, bo brakuje Ci tchu. Żadna z nas nie była w stanie pracować. Mięśnie bolały tak bardzo, że siedzenie było katorgą, leżenie było torturą, każda pozycja była męcząca i zła. Żadne niesteroidowe leki przeciwbólowe nie były w stanie tego uśmierzyć. Po 5 dniach przestałyśmy je brać i po prostu leżałyśmy z gorączką, bo jaki sens się faszerować, skoro nie widać efektów.

Zakupy zamawiałyśmy online albo prosiłyśmy o nie sąsiadów. Mamy to szczęście, że mieszkamy na osiedlu z dość dobrze rozwiniętymi relacjami sąsiedzkimi i miałyśmy kogo prosić, na medal spisała się też rodzina i bliscy, którzy z zachowaniem ostrożności zaopatrzyli nas w jedzenie i suplementy. Oczywiście zdarzyło się parę fakapów po stronie kurierów, którzy nie wierzą w pandemie i zostawiają paczki w przedsionku na parterze, albo u sąsiada, bo „przecież pani se może zejść po to”. Większość dostawców jednak okazywała się w miarę kumata i zostawiała wszystko pod właściwymi drzwiami. Najgorsza była niemoc, brak kontroli nad własnym ciałem, jakby w ciągu nocy postarzało się o 50 lat. A noce były najlepsze z tego wszystkiego, bo można było spać. Również przy koronie drzemki są najskuteczniejsze, dają ukojenie i pozwalają jakoś przetrwać czas, kiedy nie masz siły utrzymać książki w ręku albo skoncentrować się na programie w TV.

Poprawa przychodzi powoli i nie jest spektakularna, po prostu z dnia na dzień boli cię mniej. Najdłużej zostaje z nami osłabienie i ból mięśni oraz problem ze złapaniem tchu po większej aktywności (np. sprzątaniu). Długo też odzyskiwałyśmy smak i węch. Najgorsze było to, że nie wiadomo kiedy tak naprawdę staniemy się „niegroźne” dla otoczenia, kiedy możemy spotkać się z rodzicami lub dziećmi z naszych rodzin, aby nie narażać ich na zakażenie. Testy są bowiem tylko dla tych, którzy mają objawy. Ominęły nas urodziny Ani, jakie miałyśmy świętować w Norwegii z jej przyjaciółmi, ale i tak miałyśmy szczęście i przywilej być w tym roku kilka razy za granicą. Co ciekawe, żadna z tych wycieczek nie zakończyła się zarażeniem. Oznacza to tylko tyle, że jesienna druga fala przynosi nam bardziej agresywną formę wirusa i że prędzej czy później większość osób dosięgnie zakażenie.

Photo by cottonbro on Pexels.com

Nie ma znaczenia wiek, sprawność fizyczna czy odporność dotychczasowa. Próbowano nam wmówić, że wirus jest niebezpieczny tylko dla seniorów, ale to nieprawda. Ania nie ma 30tki, ja mam 32 lata a spędziłyśmy 2 tygodnie w stanie totalnej wegetacji. Nie czujcie się nieśmiertelni, bo nikt z nas nie jest. Najlepsze co możecie zrobić to dbać o siebie i innych i przygotować się na ewentualność zachorowania — zróbcie zapasy jedzenia, zbudujcie sieć kontaktów, które mieszkają w pobliżu i w razie czego pomogą. Wy też, jeśli czujecie się na siłach — pomagajcie. Informujcie sąsiadów, gdy idziecie do sklepu, pytajcie, czy czegoś nie potrzebują. Z dyskontu, apteki, drogerii. Czy nie trzeba im wyprowadzić psa? Czy kot ma co jeść? Przekazujcie im produkty w rękawiczkach i w maseczce, zawsze. Najlepiej zostawiajcie je na wycieraczce. Pytajcie jak się czują osoby na kwarantannie. To może wydawać się dziwne, ale taka izolacja naprawdę wpływa na psychikę. No i przede wszystkim nie lekceważcie tej choroby. To nie jest zwykła grypa. Jednak z odpowiednim przygotowaniem można ją przejść. Tylko trzeba się przygotować samemu, bo system nie daje rady przy tej ilości zakażeń. Dbanie o siebie, samoizolacja to nasz obowiązek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: